niedziela, 13 listopada 2016

Be free. Prolog.

          Jest późny wieczór. Wracam od przyjaciółki. Spóźniłam się na ostatni autobus, więc idę do domu na pieszo, to tylko jakieś pół kilometra.  Pada lekko deszcz, ale jest środek lata, więc nawet miło iść w deszczu kiedy jest tak ciepło. Idąc do domu unikam pobytu w centrum, tam, gdzie ktoś może mnie zobaczyć. Idę przez zakątki i uliczki, gdzie nikogo nie spotkam. Dla bezpieczeństwa. Zawsze wracam tą drogą.
          Kiedy wyłaniam się zza alejki i idę przez park, widzę samochód stojący na parkingu. Światła zapalone, silnik włączony. Ktoś siedzi w środku. Może czeka na mnie? Nie...co za bzdury! Zawsze mam takie głupie myśli, mam jakąś fobię. Akurat na mnie ktoś czeka, żeby mnie złapać, haha, głupia... Ja na szczęście nigdy nie zostałam porwana. Ten też nic mi nie zrobi, zawsze mam obawy, ale nigdy nic się nie dzieje. Prawdopodobnie czeka na znajomego albo dziewczynę. Idę dalej przez park mijając zamkniętą już budkę, gdzie sprzedają hot dogi w dniach popołudniowych. Ciemność, jedyne oświetlenie parku to księżyc i lampy. Idę zapomniawszy już o stojącym na parkingu samochodzie. Patrzę na domy stojące po drugiej stronie parku. W niektórych są zapalone światła. Rozmyślam o jutrzejszym spotkaniu z Nathanem. On jest fajnym chłopakiem, może los sprawi, że kiedyś będziemy razem. Jego wzrok czasami mówi, że chciałby czegoś więcej niż tylko przyjaźń... Słyszę samochód z parkingu, który rusza w moją stronę. Może akurat tędy jedzie ze znajomym na którego czekał? Przyspiesza aż samochód znajduje się prawie przy mnie. Wzdrygam kiedy słyszę, że auto nagle hamuje. Próbuję przekonać się, że to jednak nie to, co myślę. Serce bije mi coraz mocniej. Słabo mi. Z nadmiaru paniki. Dostaję paraliżu. Nie wiem, co zrobić. Wszystko dzieje się w ciągu ułamka sekundy. Powinnam uciekać? Teraz? Teraz! Odrywam nogi od ziemi i biegnę przed siebie. Biegnę w głąb parku, mijam drzewa. Nie mam siły krzyczeć, muszę szybko biec. Wybiegają z auta, odwracam się, biegnę dalej. Jeden z nich trzyma coś w rękach. Biegnę najszybciej jak mogę, trudno mi oddychać, z oczu lecą mi łzy. Potykam się i ląduję na ziemi. Jednak wstaję najszybciej jak mogę i  uciekam. Chcę krzyczeć, ale nie mogę. Nie jestem w stanie. Sapię, ze zmęczenia. Nie wytrzymam... Słyszę ciężkie, szybkie kroki gnające za mną. Dlaczego ja? Są już blisko, nie mogę szybciej biec. Co się dzieje? Czy to sen? Zanim sobie na to odpowiadam, czuję ucisk silnych rąk na moich ramionach. Dwójka mężczyzn. Zdążam wrzasnąć, mam łzy w oczach, próbuję się wyszarpać, ale po sekundzie czuję maskę na twarzy i senność sprawia, że bezsilnie zapadam w sen. I to wszystko dzieje się w ciągu jednej chwili...







________

Co o tym myślicie? :)
Zapraszam jeszcze do stron na górze bloga jeśli chcecie poznać bohaterów powieści !

-Paulina.

5 komentarzy: